Na początku w 2011r., gdy się poznawaliśmy był puchatą kulką wielkości dłoni. Gdy go pierwszy raz ujrzałam, wiedziałam, że nadam mu imię po jego przodkach (niespokrewnionych z nim). Lubił się bawić, ale był też strasznym śpiochem. Lenistwo pozostało mu do dziś, ale mu wybaczam, bo taka jest jego natura. Piotrek miał troje rodzeństwa, niestety nie pamiętam ich imion, ponieważ miałam zbyt dużo kotów w moim życiu, żeby pamiętać je wszystkie. Były to dwie kotki i kot, który był czarny i chyba nazywał się Bambo(?). Jednak w naszym domu pozostał tylko Piotr. Czas mijał, a nasz ukochany kot dorastał. Wkrótce jego prawdziwa matka zginęła, więc zaadoptowałam go. Od tej chwili stałam się kocią mamą. Pamiętam jak rzucałam mu suchą karmę whiskas junior pod łapki, jakby to było wczoraj. Pamiętam, że spał ze mną w łóżku. Pamiętam jak go przytulałam, a on niechętnie to znosił.
Gdy Piotruś był już większy miało miejsce pewne dosyć przykre zdarzenie, a mianowicie 11/12-letnia ja wpadłam na genialny pomysł, żeby włączyć Piotrkowi radio. Może chciałam, żeby się zrelaksował słuchając muzyki, nie wiem. Niestety zamiast uspokajającej muzyki z podgłośnionego na maksa radia wydobył się okropny szum. Siedzący na moich kolanach Piotrek uznał to za atak i uciekając przeciął moją skórę na nodze tworząc głęboką ranę. Oczywiście wybaczyłam mu to, bo to nie jego wina, tylko jego koci instynkt mu tak kazał. Do dzisiaj pozostała mi po tym wydarzeniu 5-centymetrowa blizna nad kolanem. Będę miała na zawsze pamiątkę po tym niesfornym kociaku.
Pewnie pomyślicie, że jestem nienormalna, ale jakoś w wieku 12 lat zorganizowałam koronację dla Piotrka. Była to już druga kocia koronacja w moim życiu. Zadbałam o idealnie dopasowaną koronę z papieru i uroczysty dokument zawierający opis uroczystości, który oczywiście król musiał podpisać (pomogłam mu). Otrzymał wtedy imię Piotrek II. Mianowałam go królem wszystkich kotów. Kot oczywiście ukrywał swoją dumę i zadowolenie z tego powodu, zachowując kamienną twarz. Piotrek po 5 minutowej ceremonii był tak zmęczony, że położył się spać.
Typowy dzień Piotrka rozpoczyna się posiłkiem, potem kładzie się spać. Następnie udaje się na polowanie do kuchni, gdzie zdarza mu się złapać kawałek szynki, albo innego smakołyka. Po wyczerpującej wyprawie śpi. Później zostaje poczęstowany karmą dla kotów i kładzie się spać. Do spania upodobał sobie opuszczony karton po mandarynkach. W ciągu dnia jest narażony na liczne dotykanie głowy przez ludzi w celu ułożenia jego fryzury (przynajmniej on tak myśli). Każdy kot marzy o takim życiu.
Piotruś jest kimś ważnym w naszej rodzinie. Trzeba ustępować mu krzesła przy stole, a nawet miejsca na stole. Należy też dzielić się z nim jedzeniem, bo jeśli ON widzi jak jesz i nie poczęstujesz go, obrazi się na ciebie. Nie lubi, gdy przerywa mu się drzemkę. Nie wolno go głaskać za długo, bo będzie niezadowolony. Jest to kot z charakterkiem. Trzeba także pamiętać, że boi się on odkurzacza i balonów, więc nie ma nawet takiej opcji, żeby w domu znajdowały się nadmuchane balony. Piotrek jest kochany przez swoją mamę, ciocię, wujka i babcię. Babcia bardzo go rozpieszcza i przez to lubi ją bardziej, ale to ja dbam o jego rozwój i wychowanie. Często mówię do niego po angielsku, aby w razie potrzeby mógł dogadać się z kotami brytyjskimi. Takie zwroty jak "I love you", "I missed you", "come to mama", 'what happened?" czy "you are too lazy" ma już oklepane.
Gdy goście przyjeżdżają do nas w odwiedziny, zawsze zachwycają się naszym kotem i są pod wrażeniem jego tuszy. Piotrek jest trochę grubiutki, ale nie otyły. Wygląda trochę jak bałwanek, bo przez to, że na policzkach ma puch, jego głowa przypomina kulkę, a jego tułów to większa kula, bo po bokach odstaje mu ciałko. Ale Piotrek jest fit i często udaje się na spacery do kuchni, skacze na krzesła, a nawet uprawia gimnastykę akrobatyczną.
No więc opowiedziałam wam trochę o moim kocie, mam nadzieję, że miło wam się czytało jego historię. Niżej dodam jeszcze kilka jego zdjęć:)











