wtorek, 16 sierpnia 2016

Opowiadanie o nadużywaniu tajemnicznych substancji

Opowiem wam o czasach gdy stałam się wróżką o imieniu Teodorita, a przynajmniej byłam o tym święcie przekonana. Ale lepiej zacznę od początku.

Już od dzieciństwa żyłam w dwóch innych światach. Jeden rzeczywisty, w którym wstawałam rano, bawiłam się, chodziłam na spacery z mamą, jadłam drożdżówki z nadzieniem jagodowym, prosiłam o zabawki w sklepach, siadałam przed telewizorem... i właśnie wtedy przemieszczałam się w inny świat. Byłam małą wróżką mieszkającą w "krainie" z ciocią Ludwigą. Była bardzo piękna. Niestety nie było jej w rzeczywistości. Pewnego razu patrząc na inne wróżki zapytałam ją: "Dlaczego tylko ja mimo, ze mam skrzydła nie mogę latać?". Był to powód moich zmartwień. Odpowiedziała mi wówczas, że nie wszystkie wróżki od razu umieją latać i potrzebują ćwiczeń, jednak sama chyba nie wierzyła w to co mówi.

Tak mijały całe lata, a ja nadal nie wyrosłam z "wróżek". Mój drugi świat nie był wyobrażeniem dziecka, które ogląda za dużo bajek. To było bardzo realistyczne. Kładłam wianek, który dostałam pewnego razu od zakapturzonej starej kobiety na cmentarzu, w jego środek sypałam magiczne zioła, które przynosiłam z ogródka cioci Ludwigi, podpalałam je a następnie się nimi zaciągałam. Tak właśnie zapadałam w trans.

W wieku 13 lat trzymałam na dystans wszystkie koleżanki, chłopakowi również o niczym nie powiedziałam. Co prawda on też zachowywał się dziwnie. Raz słyszałam jak z kimś rozmawiał, chociaż byłam pewna, że jest sam. Powiedział wtedy: "nie mogę jechać do Jerozolimy przez piekła, bo wybudzę się i znów zaczną coś podejrzewać". To tylko jeden przykład takich zachowań. Kiedyś powiedział, że musi rozdzielić wszystkie piksele, bo inaczej umrzemy i potłukł monitor od komputera. Znał także datę śmierci swoich dziadków zanim umarli, co było dziwne. Lubił rysować satanistyczne znaki na ich grobach. Poznaliśmy się w szpitalu psychiatrycznym, gdzie trafiłam z powodu licznych lęków.

Pewnego razu w krainie wróżek wyruszyłam na poszukiwanie roślin umożliwiających latanie. Gdy ujrzałam nieznane mi rośliny i próbując je zerwać poczułam porażenie prądem. Wtedy nagle skończył się trans i obudziłam się nocą, poza domem, wykręcając żarówki z lamp ściennych w ogrodzie jakichś ludzi. Wyszłam na ulicę i na szczęście poznałam okolicę. Było to przedmieście. Poszłam na przystanek autobusowy, na którym nie było nikogo. Postanowiłam przejrzeć się w szybie przystanku. Najpierw spojrzałam na siebie. Wyglądałam okropnie, zwłaszcza moje włosy. Zapewne było to spowodowane porażeniem przez prąd. Potem spojrzałam na otoczenie za mną i wtedy prawie dostałam zawału. Tuż za mną stała Elczupakabra i wpatrywałam się we mnie. Przerażona zaczęłam krzyczeć i uciekać. Nie wiedziałam dokąd, po prostu biegłam przed siebie. Nieoczekiwanie znalazłam się w pobliżu lasu. Chciałam tam wejść, bo wiedziałam, ze łatwiej będzie mi się ukryć wśród drzew przed dziką bestią, ale z drugiej strony przerażała mnie ciemność, która tam panowała. Gdy zdecydowałam się w końcu wbiec do lasu, omal nie zostałam potrącona przez nadjeżdżające z leśnej dróżki auto. Rozpędzony kierowca z muzyką na fula nagle zahamował, a ja stałam jak słup. Otworzył drzwi od strony pasażera sugerując, abym wsiadła. Przekonana, że goni mnie rozwścieczona Elczupakabra zdecydowałam się wsiąść. Po chwili zorientowałam się, że facet prowadzący samochód to znajomy mojego chłopaka. Z pewnością dawno przekroczył wiek 30 lat. Dziwiło mnie trochę, że mój ukochany trzyma się z typkiem o wiele lat starszym, ale nie mieszałam się w to. Mój chłopak często chodził do niego na noc i brał od niego pieniądze. Z pewnością za nie kupował markowe buty, ubrania, sprzęt elektroniczny i prezenty dla mnie... Z tego co wiem jego rodzice nie mogliby mu tego zapewnić, ponieważ są bezrobotni, a cały zasiłek przekazują na rachunki oraz dziwne przedmioty kolekcjonerskie, które trzymają w piwnicy. Podobno jego matka haftuje pokrowce na krzesła, stoły, obrazy i wszystko co się da. Ściany w kuchni pokryte są wzorzystą wełną. W samochodzie znajdowało się sporo zdjęć chłopców i dziewczyn poprzyklejanych na szybach oraz porozrzucanych wszędzie przedmiotów takich jak damskie skarpetki, strzykawki, zapalniczki i dziecięce zabawki. Nagle zatrzymaliśmy się na totalnym odludziu, gdzie spytał: "MaŁa chcesz odlecieć?". Zawsze marzyłam o tym, aby w końcu umieć latać i w końcu mam taką możliwość! Po chwili odpowiedziałam: "Jasne!" i wyciągnął worek z jakąś nieznaną mi substancją, nasypał trochę do foliowego woreczka i powiedział, że to magiczny proszek, który sprawi, że nauczę się latać. Spytał:"Masz kasę?". Nie miałam, więc powiedział: " Spoko po znajomości mogę ci trochę dać, tylko daj mi swoje skarpetki". Nie wiedziałam po co mu one, ale się zgodziłam. Po chwili kazał mi wysiąść. Następnie widziałam jak zaciąga się zapachem moich skarpet i odjechał. Zostałam sama, nie wiedziałam nawet gdzie jestem, ale to było świetne miejsce do wypróbowania mojej nowej zdobyczy.

Na początku było mi słabo i kręciło mi sie w głowie. Potem zrobiło się bardzo zimno i ciemno. Po chwili obudziłam się na Antarktydzie. Widziałam pingwiny, które machały do mnie i latały. Ja też w  końcu mogłam latać! Postanowiłam oblecieć całą Ziemię dookoła. Poczułam niesamowitą siłę, która dawała mi pewność, że mogę zrobić wszystko.

wzruszyło cb opowiadanie? Czekaj na 2 cz ! ! < 2

czwartek, 23 czerwca 2016

WIERSZ O KARIERZE BLOGERKI

Witam serdecznie chciałam przedstawić krótki wiersz napisany przeze mnie.
Chcę tylko zaznaczyć, że został on napisany dla żartu. Proszę o opinie : *

Marzysz o byciu blogerką,
A ja już nią jestem frajerko

Możesz zrobić sesję, gdy ci się nudzi
- Ja dawno mam od tego ludzi

Mnie Mihał W. zabierze na koniec świata,
A tobie co najwyżej podpisze plakat

Mihał cię nie szanuje i nie kocha,
Bo jesteś małpa, a nie locha

Lubi cię niewielu,
Bo nie masz na paznokciach żelu

Gdzie są twoje superstary?
Lepiej szybko kup trzy pary

Nie masz torebki Dolce&Gabbana?
To nie fach dla ciebie zrozum kochana

Co to za panterka na spodniach
Nie wiesz, że już dawno jest niemodna?

Kocicą być chcesz,
Jednak przypominasz wesz

Inspirujesz się Bravo Girl
Lepiej zamień to na ELLE

Na snapie zrób Room Tour,
A nie nagrywasz jakiś gnój

Nie masz spodni z dziurami kochana
Pokaż czasem swoje kolana

A może w kolanach trzymasz główki dzieci?
Nie wiadomo co ci w tej głowie siedzi

W outfitach wszystkie kolory mieszasz
Tymi zdjęciami tylko net zaśmiecasz

Weź sobie moje rady do serca,
Bo inaczej spotka cię klęska.

Autorka: helcute.blogspot.com

poniedziałek, 16 maja 2016

(Nie)duszyczkowe opowiadanie pt. ,,świat oczami fizyki"

Hejka moje atomy!
Wiem, że od ostatniego posta minęło prawie 0.15336423312 roku świetlnego, więc dziś opowiem wam o (nie)zwykłej przygodzie i oprowadzę was po fizycznej krainie doby ziemskiej .
A więc rano moje oczy wykonały ruch przyspieszony, gdy usłyszały drgań budzika o natężeniu 80 dB. Pokonałam z trudem siłę przyciągania łóżka. Gdy nałożyłam masę na twarz, która dawała złudzenie optyczne, iż jestem piękna, mogłam spokojnie wyjść z domu po długości wektorowej i pójść na przystanek.
Gdy już wsiadłam do autobusu, wykonał ruch jednostajnie przyspieszony prostoliniowy z zerową prędkością początkową. Mogłam spokojnie siedzieć i jako ciało bezwładne w poruszającym się autobusie.  
Czasoprzestrzenna odległość zdarzeń spowodowała moje położenie w szkoła. Więc pokonałam opór i poszłam na lekcje. Na lekcji geografii pan X powiedział: Uczniowie A i B proszeni są do odpowiedzi. Jako że byłam uczniem A powędrowałam ruchem jednostajnie spowolnionym w kierunku tablicy. Niestety nagle cała moja pamięć uległa sublimacji. Uległam załamaniu i to nie załamaniu światła :( Podziwiając promienie świetlne odbijające się od łysej głowy pana X próbowałam wyłapać fale o częstotliwości podpowiedzi ze strony klasy i co nieco udało mi się odpowiedzieć na pytania pana X. Dostałam cyferke do dziennika i nastąpił koniec tej stresującej lekcji. Poruszając się po schodach po zachwianiu równowagi na skutek grawitacji zwiększyła się moja energia potencjalna:(, czyt. wywaliłam sie . 
Jako że bolała mnie cała materia ciała postanowiłam pójść do domu. 
Tam na skutek próby nauczenia się z historii książka wykonała lot. Zatem postanowiłam, że włączę komputer i popatrzę troche na piksele. Wpisałam w wyszukiwarke: "dewastacja książki od historii" i wzięłam ją do umywalki nastepnie polałam olejem kuchennym i podpaliłam. Patrzyłam z radością jak zamienia się w popiół strona po stronie. Jasność płomieni odbijała mi się od oczu. Po tym miłym zdarzeniu postanowiłam wrzucić ją do kibel i patrzeć jak płacze. Koniec...

piątek, 1 stycznia 2016

Biografia Piotrka

Na początku w 2011r., gdy się poznawaliśmy był puchatą kulką wielkości dłoni. Gdy go pierwszy raz ujrzałam, wiedziałam, że nadam mu imię po jego przodkach (niespokrewnionych z nim). Lubił się bawić, ale był też strasznym śpiochem. Lenistwo pozostało mu do dziś, ale mu wybaczam, bo taka jest jego natura. Piotrek miał troje rodzeństwa, niestety nie pamiętam ich imion, ponieważ miałam zbyt dużo kotów w moim życiu, żeby pamiętać je wszystkie. Były to dwie kotki i kot, który był czarny i chyba nazywał się Bambo(?). Jednak w naszym domu pozostał tylko Piotr. Czas mijał, a nasz ukochany kot dorastał. Wkrótce jego prawdziwa matka zginęła, więc zaadoptowałam go. Od tej chwili stałam się kocią mamą. Pamiętam jak rzucałam mu suchą karmę whiskas junior pod łapki, jakby to było wczoraj. Pamiętam, że spał ze mną w łóżku. Pamiętam jak go przytulałam, a on niechętnie to znosił.

Gdy Piotruś był już większy miało miejsce pewne dosyć przykre zdarzenie, a mianowicie 11/12-letnia ja wpadłam na genialny pomysł, żeby włączyć Piotrkowi radio. Może chciałam, żeby się zrelaksował słuchając muzyki, nie wiem. Niestety zamiast uspokajającej muzyki z podgłośnionego na maksa radia wydobył się okropny szum. Siedzący na moich kolanach Piotrek uznał to za atak i uciekając przeciął moją skórę na nodze tworząc głęboką ranę. Oczywiście wybaczyłam mu to, bo to nie jego wina, tylko jego koci instynkt mu tak kazał. Do dzisiaj pozostała mi po tym wydarzeniu 5-centymetrowa blizna nad kolanem. Będę miała na zawsze pamiątkę po tym niesfornym kociaku.

Pewnie pomyślicie, że jestem nienormalna, ale jakoś w wieku 12 lat zorganizowałam koronację dla Piotrka. Była to już druga kocia koronacja w moim życiu. Zadbałam o idealnie dopasowaną koronę z papieru i uroczysty dokument zawierający opis uroczystości, który oczywiście król musiał podpisać (pomogłam mu). Otrzymał wtedy imię Piotrek II. Mianowałam go królem wszystkich kotów. Kot oczywiście ukrywał swoją dumę i zadowolenie z tego powodu, zachowując kamienną twarz. Piotrek po 5 minutowej ceremonii był tak zmęczony, że położył się spać.

Typowy dzień Piotrka rozpoczyna się posiłkiem, potem kładzie się spać. Następnie udaje się na polowanie do kuchni, gdzie zdarza mu się złapać kawałek szynki, albo innego smakołyka. Po wyczerpującej wyprawie śpi. Później zostaje poczęstowany karmą dla kotów i kładzie się spać. Do spania upodobał sobie opuszczony karton po mandarynkach. W ciągu dnia jest narażony na liczne dotykanie głowy przez ludzi w celu ułożenia jego fryzury (przynajmniej on tak myśli). Każdy kot marzy o takim życiu.

Piotruś jest kimś ważnym w naszej rodzinie. Trzeba ustępować mu krzesła przy stole, a nawet miejsca na stole. Należy też dzielić się z nim jedzeniem, bo jeśli ON widzi jak jesz i nie poczęstujesz go, obrazi się na ciebie. Nie lubi, gdy przerywa mu się drzemkę. Nie wolno go głaskać za długo, bo będzie niezadowolony. Jest to kot z charakterkiem. Trzeba także pamiętać, że boi się on odkurzacza i balonów, więc nie ma nawet takiej opcji, żeby w domu znajdowały się nadmuchane balony. Piotrek jest kochany przez swoją mamę, ciocię, wujka i babcię. Babcia bardzo go rozpieszcza i przez to lubi ją bardziej, ale to ja dbam o jego rozwój i wychowanie. Często mówię do niego po angielsku, aby w razie potrzeby mógł dogadać się z kotami brytyjskimi. Takie zwroty jak "I love you", "I missed you", "come to mama", 'what happened?" czy "you are too lazy" ma już oklepane.

Gdy goście przyjeżdżają do nas w odwiedziny, zawsze zachwycają się naszym kotem i są pod wrażeniem jego tuszy. Piotrek jest trochę grubiutki, ale nie otyły. Wygląda trochę jak bałwanek, bo przez to, że na policzkach ma puch, jego głowa przypomina kulkę, a jego tułów to większa kula, bo po bokach odstaje mu ciałko. Ale Piotrek jest fit i często udaje się na spacery do kuchni, skacze na krzesła, a nawet uprawia gimnastykę akrobatyczną.

No więc opowiedziałam wam trochę o moim kocie, mam nadzieję, że miło wam się czytało jego historię. Niżej dodam jeszcze kilka jego zdjęć:)

~Helka xx