Opowiem wam o czasach gdy stałam się wróżką o imieniu Teodorita, a przynajmniej byłam o tym święcie przekonana. Ale lepiej zacznę od początku.
Już od dzieciństwa żyłam w dwóch innych światach. Jeden rzeczywisty, w którym wstawałam rano, bawiłam się, chodziłam na spacery z mamą, jadłam drożdżówki z nadzieniem jagodowym, prosiłam o zabawki w sklepach, siadałam przed telewizorem... i właśnie wtedy przemieszczałam się w inny świat. Byłam małą wróżką mieszkającą w "krainie" z ciocią Ludwigą. Była bardzo piękna. Niestety nie było jej w rzeczywistości. Pewnego razu patrząc na inne wróżki zapytałam ją: "Dlaczego tylko ja mimo, ze mam skrzydła nie mogę latać?". Był to powód moich zmartwień. Odpowiedziała mi wówczas, że nie wszystkie wróżki od razu umieją latać i potrzebują ćwiczeń, jednak sama chyba nie wierzyła w to co mówi.
Tak mijały całe lata, a ja nadal nie wyrosłam z "wróżek". Mój drugi świat nie był wyobrażeniem dziecka, które ogląda za dużo bajek. To było bardzo realistyczne. Kładłam wianek, który dostałam pewnego razu od zakapturzonej starej kobiety na cmentarzu, w jego środek sypałam magiczne zioła, które przynosiłam z ogródka cioci Ludwigi, podpalałam je a następnie się nimi zaciągałam. Tak właśnie zapadałam w trans.
W wieku 13 lat trzymałam na dystans wszystkie koleżanki, chłopakowi również o niczym nie powiedziałam. Co prawda on też zachowywał się dziwnie. Raz słyszałam jak z kimś rozmawiał, chociaż byłam pewna, że jest sam. Powiedział wtedy: "nie mogę jechać do Jerozolimy przez piekła, bo wybudzę się i znów zaczną coś podejrzewać". To tylko jeden przykład takich zachowań. Kiedyś powiedział, że musi rozdzielić wszystkie piksele, bo inaczej umrzemy i potłukł monitor od komputera. Znał także datę śmierci swoich dziadków zanim umarli, co było dziwne. Lubił rysować satanistyczne znaki na ich grobach. Poznaliśmy się w szpitalu psychiatrycznym, gdzie trafiłam z powodu licznych lęków.
Pewnego razu w krainie wróżek wyruszyłam na poszukiwanie roślin umożliwiających latanie. Gdy ujrzałam nieznane mi rośliny i próbując je zerwać poczułam porażenie prądem. Wtedy nagle skończył się trans i obudziłam się nocą, poza domem, wykręcając żarówki z lamp ściennych w ogrodzie jakichś ludzi. Wyszłam na ulicę i na szczęście poznałam okolicę. Było to przedmieście. Poszłam na przystanek autobusowy, na którym nie było nikogo. Postanowiłam przejrzeć się w szybie przystanku. Najpierw spojrzałam na siebie. Wyglądałam okropnie, zwłaszcza moje włosy. Zapewne było to spowodowane porażeniem przez prąd. Potem spojrzałam na otoczenie za mną i wtedy prawie dostałam zawału. Tuż za mną stała Elczupakabra i wpatrywałam się we mnie. Przerażona zaczęłam krzyczeć i uciekać. Nie wiedziałam dokąd, po prostu biegłam przed siebie. Nieoczekiwanie znalazłam się w pobliżu lasu. Chciałam tam wejść, bo wiedziałam, ze łatwiej będzie mi się ukryć wśród drzew przed dziką bestią, ale z drugiej strony przerażała mnie ciemność, która tam panowała. Gdy zdecydowałam się w końcu wbiec do lasu, omal nie zostałam potrącona przez nadjeżdżające z leśnej dróżki auto. Rozpędzony kierowca z muzyką na fula nagle zahamował, a ja stałam jak słup. Otworzył drzwi od strony pasażera sugerując, abym wsiadła. Przekonana, że goni mnie rozwścieczona Elczupakabra zdecydowałam się wsiąść. Po chwili zorientowałam się, że facet prowadzący samochód to znajomy mojego chłopaka. Z pewnością dawno przekroczył wiek 30 lat. Dziwiło mnie trochę, że mój ukochany trzyma się z typkiem o wiele lat starszym, ale nie mieszałam się w to. Mój chłopak często chodził do niego na noc i brał od niego pieniądze. Z pewnością za nie kupował markowe buty, ubrania, sprzęt elektroniczny i prezenty dla mnie... Z tego co wiem jego rodzice nie mogliby mu tego zapewnić, ponieważ są bezrobotni, a cały zasiłek przekazują na rachunki oraz dziwne przedmioty kolekcjonerskie, które trzymają w piwnicy. Podobno jego matka haftuje pokrowce na krzesła, stoły, obrazy i wszystko co się da. Ściany w kuchni pokryte są wzorzystą wełną. W samochodzie znajdowało się sporo zdjęć chłopców i dziewczyn poprzyklejanych na szybach oraz porozrzucanych wszędzie przedmiotów takich jak damskie skarpetki, strzykawki, zapalniczki i dziecięce zabawki. Nagle zatrzymaliśmy się na totalnym odludziu, gdzie spytał: "MaŁa chcesz odlecieć?". Zawsze marzyłam o tym, aby w końcu umieć latać i w końcu mam taką możliwość! Po chwili odpowiedziałam: "Jasne!" i wyciągnął worek z jakąś nieznaną mi substancją, nasypał trochę do foliowego woreczka i powiedział, że to magiczny proszek, który sprawi, że nauczę się latać. Spytał:"Masz kasę?". Nie miałam, więc powiedział: " Spoko po znajomości mogę ci trochę dać, tylko daj mi swoje skarpetki". Nie wiedziałam po co mu one, ale się zgodziłam. Po chwili kazał mi wysiąść. Następnie widziałam jak zaciąga się zapachem moich skarpet i odjechał. Zostałam sama, nie wiedziałam nawet gdzie jestem, ale to było świetne miejsce do wypróbowania mojej nowej zdobyczy.
Na początku było mi słabo i kręciło mi sie w głowie. Potem zrobiło się bardzo zimno i ciemno. Po chwili obudziłam się na Antarktydzie. Widziałam pingwiny, które machały do mnie i latały. Ja też w końcu mogłam latać! Postanowiłam oblecieć całą Ziemię dookoła. Poczułam niesamowitą siłę, która dawała mi pewność, że mogę zrobić wszystko.
wzruszyło cb opowiadanie? Czekaj na 2 cz ! ! < 2
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz